Odpowiedź na to pytanie, to odpowiedź na wątpliwości, jakie wyraża każda szanująca się sknera.
Kwiaty są dziś drogie. Ładny bukiet może wydrenować portfel z gotówki bardzo łatwo. Skoro więc kwiaty kosztują tak dużo, czy więc nie można je uznać za prezent sam w sobie?
No nie. Nie bardzo.
Kiedy wychodzisz na imieniny do znajomych, wiesz, co masz kupić: “Kwiaty ORAZ prezent”. A w dodatku, częstym zwyczajem jest też przynieść ze sobą butelkę wina albo wódki czy też whisky, w zależności od tego, jaki jest charakter uroczystości.
Ani kwiatów, ani alkoholu nie uznaje się jednak za prezent. Dlaczego tak jest?
Trudno powiedzieć. Prawdopodobnie jest to kwestia zwyczajowa. Tak się przyjęło – i już. Taki jest zwyczaj.
Jeśli coś odbiega od tego zwyczaju – zaznacza się to wyraźnie. Na przykład, urodziny studenckie. W poważnych kręgach studentów, kultywujących starą studencką tradycję, standardem jest, że zaznacza się przy zaproszeniu gości na imieniny, urodziny, albo inną szacowną uroczystość: “Tylko żadnych prezentów. Każdy przynosi flaszkę i jest dobrze”.
W każdym razie, nie wnikając głębiej w tę kwestię, kwiat to nie prezent. Kwiat jest dodatkiem do prezentu, obowiązkowym przy niektórych okazjach, zbędnym przy innych.
Bywa, że kwiat staje się prezentem. Kwiat w doniczce. To pewna wschodząca moda. Ale częściej kwiat w doniczce staje się zamiennikiem kwiata ciętego (jako, że jest bardziej trwały).
Tak więc nawet kwestia tego, czy kwiat w doniczce może być prezentem, jest dyskusyjna.
Dlatego też, drogie sknery, nie wahajcie się wydać pieniędzy zarówno na kwiat, jak i na prezent.
Tak należy.
Patrz: kwiaty